|
Autor: kpt. Szczepan Głuszczak
|
|
10.03.2010. |
 | Ani Ares, ani też Mars – pochodzący z mitologii greckiej i rzymskiej wielcy bogowie wojny - nie pogardziliby zapleczem i wyposażeniem, jakim dysponują artylerzyści z „Czarnej Dywizji”. 9 marca na poligonie w Świętoszowie, w ramach treningu kierowania ogniem, żołnierze 5. Lubuskiego pułku artylerii wytoczyli swoje najcięższe działa. Razem strzelały 122. mm wyrzutnie rakietowe WR-40 „Langusta” i 122. mm haubice samobieżne 2S1 „Goździk”. |
Wraz z pierwszymi promieniami słońca, sulechowscy artylerzyści ruszyli w teren. Przed nimi kolejne wyzwanie podczas, trwającego już drugi tydzień, zgrupowania poligonowego. Tym razem ich zadanie polega na zapewnieniu ogólnego wsparcia ogniowego pododdziałów dywizji w natarciu. -Głównym celem i zamierzeniem szkoleniowym jest doskonalenie osób funkcyjnych w zakresie kierowania ogniem artylerii oraz obsług dział i wyrzutni w realizacji zadań ogniowych.- przedstawił szef sztabu dywizjonu artylerii samobieżnej, kpt. Paweł Gandera. Wykonanie zadania polega na sprawnym funkcjonowaniu wszystkich elementów jednej wielkiej układanki, jaką jest złożony system ognia. -Element oddania strzału, to efekt finalny pracy wielu osób. Nie mniej ważny, jednak będący następstwem zespołowej pracy całego sztabu.- zaznaczył por. Marcin Stajkowski. Podczas algorytmu wypracowywania decyzji do strzelania następuje analiza i selekcja wielu czynników. Droga, jaką przebywają informacje jest bardzo długa, co na szczęście, nie jest wprost proporcjonalne do czasu uzyskania informacji zwrotnej. -Dobrze wyszkolona załoga potrafi oddać strzał w kierunku celu w czasie kilkudziesięciu sekund od jego wykrycia.- podkreślił dowódca 5Lpa, płk Sławomir Owczarek. Praktycznie wygląda to tak, że sekcja wysuniętych obserwatorów wykrywa, identyfikuje cel oraz określa jego parametry tzn. położenie w płaszczyźnie poziomej i pionowej oraz wysokość. Następnie dane te są niezwłocznie przekazywane na stanowisko dowodzenia dywizjonu, gdzie są wprowadzane do systemu „Topaz”. System ten dokonuje błyskawicznych obliczeń, czego efektem są gotowe nastawy do strzelania. W takiej formie trafiają one do oficera ogniowego i do strzelających dział. Po wycelowaniu i potwierdzeniu nastaw, następuje odpalenie. Kilkudziesięciokilogramowe pociski i rakiety, poruszające się z zawrotną prędkością, lecą do celu oddalonego o około 7-8 km w czasie kilkudziesięciu sekund. Artyleria przeznaczona jest przede wszystkim do rażenia celów powierzchniowych, niemniej jednak podczas ćwiczenia obsługi musiały prowadzić ogień w wyznaczony punkt. -Wszystkie załogi wykonały zadanie bardzo dobrze. Na ich ocenę składa się odchylenie miejsca upadku pocisków od punktu kontrolnego. Wszystkie rakiety i pociski uderzały w odległości około 20-30 metrów.- podsumował dowódca 5.Lpa, płk Sławomir Owczarek. | 


|
   Podczas ćwiczeń dowódca 11. Dywizji Kawalerii Pancernej dyskutował z pułkownikiem Owczarkiem o zasadach i sposobach wykorzystania systemu „Topaz” podczas operacji w Afganistanie. Miałby być on wszechstronniej wykorzystywany, przede wszystkim w przypadkach tzw. "call for fire”, czyli wezwania po wsparcie ogniowe, przez operujące w terenie pododdziały manewrowe lub zainicjowanie takiego wezwania przez bezpilotowe środki rozpoznawcze. Ma to tym większe znaczenie, gdyż już jesienią br. żołnierze „Czarnej Dywizji”, głównie z 10. Brygady Kawalerii Pancernej, polecą na misję do Islamskiej Republiki Afganistanu.
  
  
  
  |